Marian Kopeć

Autor: Zenon Śmietana, Gatunek: Poezja, Dodano: 23 maja 2011, 21:08:02

Marian Kopeć wsiadł do autobusu rano w poniedziałek
Piąta była z minutami wiatr rozwichrzył mu przedziałek
w autobusie pusto było żuli kilku gdzieś na tyle
stare baby z koszykami Marian zawahał się chwilę

do Libiąża z Mistrzejowic się ze trzy godziny jedzie
myślał Marian obym zdążył być u córki na obiedzie
wiózł kanapki zawinięte w stary "Nowohucki Głos"
oraz reklamówkę czarną z logotypem Hugo Boss

reklamówkę Marian skrywał jakby miał co do ukrycia
nie dziwota bo przewoził w niej dorobek swego życia
czterdzieści tysięcy złotych trzysta i groszy sześćdziesiąt
tyle uciułał w USA przecie Polsce nie ma lekko

w banku konta nie miał zresztą kto by dzisiaj bankom ufał
złota kupić mógłby ale co gdy by go ktoś oszukał
temu w reklamówkę czarną z logotypem Hugo Boss
kazał włożyć mu pieniądze rozsądku wewnętrzny głos

Marian nie wyspał się w domu a że w Ikarusie grzali
usnął zaraz zanim jeszcze dzień zimowy się zapalił
głowa jego opadła bezwiednie popsuł się przedziałek
taką podróż odbył Marian Kopeć rano w poniedziałek

gdy obudził się i zoczył że już za oknami ranek
zerwał się jak ranny bo się spostrzegł że minął przystanek
do kierowcy pan zatrzyma się zakrzyknął Marian w głos
wybiegł lecz zapomniał swojej czarnej torby Hugo Boss

na końcowym linii X przystanku kierowca ją znalazł 
dała mu ją pasażerka mówiąc zgubił ktoś psze pana
odwróciła się i poszła nim ten zdążył odpowiedzieć
że tam kasa jest i że wszak o tym nikt nie musi wiedzieć

Kierowca był chłop morowy Andrzej na imię mu było
siedział dumał i luzował co chwilę krawat pod szyją
wziąć czy nie wziąć być czy mieć powtarzał takie dwa pytania
raz się żyje biorę kasę i uciekam do Poznania

lecz dręczyło go sumienie i to że ta babka powie
jakby przywłaszczył se forsę przecież można po połowie
było się podzielić i na szczęście grosz rzucić przez ramię
i codziennie od tej pory jadać szynkę na śniadanie

sam się wahał ale w końcu bo poczciwym był kierowcą
udał się na komisariat zgubę oddać radarowcom
w autobusie znaleziono mówił łamał mu się głos
taką reklamówkę czarną z logotypem Hugo Boss

policjanci wnet ochoczo do roboty się zabrali
i Andrzeja godzin trzy i minut pięć przesłuchiwali
ten wciąż gadał że nic nie wie że ta kasa to nie on
wypuścili go więc szybko a niech idzie paszoł won

W środę na policję zgłosił się zaś nasz bohater Marian
zgubę opisał dokładnie na twarzy widocznie zmarniał
to dorobek mego życia mówił drżał mu przy tym głos
zawsze wożę go przy sobie w reklamówce Hugo Boss

lecz nosami pokręcili mundurowi niby że
za mało mają dowodów by pieniądze oddać te
i że jeszcze ekspertyzę musi biegły zrobić i
wtedy może kasa wróci do Mariana kwestia dni

załamał się Marian i do domu powrócił marszrutką
stratę swoją do tej pory co dzień koi czystą wódką
Andrzej znowóż gdy jest mowa o mamonie zniża głos
nie wie co mówić a co nie o tej torbie Hugo Boss

morał smutnej tej historii z biblii wiedzie swe korzenie
jeśli kasę masz na zbyciu nie zakopuj jej pod ziemię
ani nie woź jej ze sobą w reklamówce Hugo Boss
jeśli coś ci każe zrobić tak wiedz że to diabli głos

Komentarze (2)

  • Opowieść rzewnie naiwna jak dworce Nikifora, ale wzięta z dystansem w cudzysłów, przez co całkiem jadalna, jak kaszanka z musztardą pod kwaśne piwo.
    Kupuję:)

  • hej! :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się